poniedziałek, 16 marca 2015

Ersatz und Weltschmerz

Z okazji ostatnich wolnych dni urządziłam sobie w domu festiwal filmowy. W zasadzie nadrobiłam trochę zaległości. Chociaż mój mały wewnętrzny Freud złośliwie podpowiada, że to najzwyklejsze substytuowanie. Możliwe. Ale przynajmniej nie mogłam narzekać na towarzystwo w ostatnim tygodniu: 

Sierpień w hrabstwie Osage

Bardzo dobry. Kolejna świetnie wyważona tragikomedia, do której będę wracać.
Kobiecy do szpiku kości.

Samotny mężczyzna

Bardzo estetyczny i smutny. Zastanawiam się czy bardziej podbił moje serce czy ucho. Umysł niewątpliwie wprowadził w stan katartyczny.

Jedz, módl się, kochaj

Bardzo kolorowy, ale mało finezyjny. Dużo zbliżeń na usta, w które wślizguje się makaron albo inne jedzenie. Raczej bez olśnień i utożsamień.

GranatowyPrawieCzarny

Bardzo ciemny. "Kolor, którego czasem nie rozpoznajemy, (...). Kolor, który przypomina, że czasem się mylimy, a rzeczy nie zawsze są takie na jakie wyglądają*". Przede wszystkim nie za ciemny, zapobiegający zaćmie. W sensie: bardzo dobry.
* cyt. za: http://www.filmweb.pl/Granatowy.Prawie.Czarny

Wszystkie odloty Cheyenne'a

Bardzo dziwnie przetłumaczony tytuł (org. This Must Be the Place), ale od razu polubiłam rachityczną dykcję głównego bohatera. Chociaż wolę Sorrentino w wydaniu Wielkiego piękna.

Czekolada 

Bardzo apetyczny z komentarzem podanym z offu (zawsze na plus). Kobiecy w dość miałki, jakkolwiek estetyczny sposób.

Powrót do Garden State

Bardzo przewidywalny. Ale on tak ładnie ją całował.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz